Archive for the ‘Wybory’ Category
Wybory w polityce
sobota, Marzec 5, 2011 20:12
Wybory
W systemie politycznym wybory to proces, w którym obywatele wyłaniają swoich kandydatów do organów władz spośród wielu zgłoszonych. Tak rozumiane są podstawowym składnikiem demokracji.
Podstawową metodą jest głosowanie, ustawa określająca sposób przeprowadzania wyborów nazywana jest ordynacją wyborczą lub ustawą o wyborze prezydenta RP.
Ordynacja wyborcza w Polsce zawiera przepisy regulujące sposób przeprowadzania wyborów parlamentarnych do Sejmu i Senatu, samorządowych do rad gmin, powiatów i sejmików województwa, wyboru Prezydenta RP, wójta, burmistrza, prezydenta miasta. Reguluje zasady tworzenia i działania komitetów wyborczych, zgłaszania kandydatów, finansowania, prowadzenia i rozliczania kampanii wyborczych, powołania i działania komisji wyborczych oraz innych organów prowadzących i nadzorujących wybory oraz sposób przeliczania głosów na mandaty.
W wyborach do rad gmin oraz do Senatu stosuje się system większościowy, w pozostałych wypadkach formuł proporcjonalnych, w wyborach prezydenckich oraz w bezpośrednich organów wykonawczych gmin głosowanie odbywa się najczęściej w dwóch turach według zasady większości bezwzględnej.
Terytorium Polski podzielone jest na 41 okręgów mandatowych, od 7 do 19 mandatów na okręg, partia chcąca wejść do Sejmu musi zdobyć 5% mandatów, koalicja wyborcza 8%. W wyborach do Senatu okręgów jest tylko 40, w każdym wybiera się od 2 do 4 senatorów. Liczba mandatów zależy od podzielenia ilości mieszkańców kraju przez ogólna liczbę posłów wybieranych we wszystkich okręgach.
Bierne prawo wyborcze określa zasady kandydowania na stanowiska władzy, ma go każdy obywatel Polski , który najpóźniej w dniu wyborów kończy 21 lat, a w przypadku kandydata na senatora 30 lat. Do rad gmin, powiatów i sejmików województwa wystarczy mieć skończone 18 lat, natomiast na urząd wójta, burmistrza i prezydenta miasta 25 lat. Aby zostać prezydentem RP należy skończyć 35 lat.
Czynne prawo wyborcze dające obywatelom możliwość udziału w głosowaniu i oddanie głosu na swojego przedstawiciela, przysługuje wszystkim obywatelom polskim, którzy ukończyli 18 lat, a prawo nie zostało im zabrane prawomocnym wyrokiem sądowym i nie są ubezwłasnowolnieni. Prawo przysługuje także pełnoletnim obywatelom państw członkowskich UE w wyborach do Parlamentu Europejskiego, stale zamieszkującym w Polsce.
Kobiety na swoim podwórku
piątek, Styczeń 1, 2010 15:29
Politycy najbliżej nas, to te lokalne władze, z którymi najczęściej mamy do czynienia osobiście w urzędach. Siedzą w różnych radach gmin, powiatów czy sejmikach wojewódzkich. Tam decydują o sprawach drobnych, ale dla nas mają one bardzo duże znaczenie. To oni wyznaczają zasady dla lokalnej społeczności. Ponad to, to oni decydują i gospodarują naszym majątkiem komunalnym. Ważne jest by robili to jak najlepiej, z zyskiem dla społeczności. Dlatego wybierając na przykład wójta, po pierwsze trzeba się rozejrzeć za takim kandydatem, który będzie świetnym gospodarzem, mądrym i zaradnym. Dobrze by też było, żeby umiał słuchać ludzi i rozumiał ich potrzeby. W końcu chodzi o dobro wspólne, to najbliższe, zupełnie namacalne czyli na przykład szkołę czy ośrodek zdrowia. Na wyborach samorządowych szansa, że znamy kandydata bliżej jest dość duża, więc właściwie jest prościej. Wybieramy tego człowieka, który naszym zdaniem, ma najwięcej cech, które uznamy za istotne i konieczne do reprezentowania nas. Na listach wyborczych raczej królują mężczyźni. Ich jest najwięcej, to oni właściwie stanowią trzon krajowej polityki, więcej ich w parlamencie i w mediach. Kobiety stanowią właściwie tylko pewną dla nich ozdobę, rodzaj partyjnej wisienki na torcie. Tylko nieliczne panie mają ochotę zajmować się polityką, pozostałe wybierają zajęcia bardziej stereotypowe i uważne jednocześnie za bardziej kobiece. Kobiet w parlamencie jest niewiele, ale jak już są to na ogół są niezwykle wyrazistymi, pewnymi siebie i przebojowymi postaciami. W ramach poprawności politycznej powstał pomysł parytetów czyli zagwarantowania określonej liczby miejsca na listach wyborczych, właśnie paniom. Tylko czy to dobry pomysł? Troszkę budzi obawy, bo może dojść do tego, że listy będą wypełniane na siłę i wcale nie będą ważne kompetencje czy predyspozycje. Jeśli mielibyśmy wybierać spośród byle jakich kandydatów, to chyba taki system w ogóle nie ma sensu. Lepiej, żeby polityką zajmowali się ci, co się w niej dobrze czują i wiedza o co w niej chodzi.
Nasi w Europie
sobota, Grudzień 19, 2009 15:25
Prezydent nas reprezentuje, tu i ówdzie, głównie na wypadach zagranicznych do swoich odpowiedników. Ważne to jest, a i owszem, natomiast najbardziej winno nas jednak interesować, kto w tym kraju ustala reguły gry, według których my tutaj egzystujemy. Edukacja, podatki, służba zdrowia, emerytury i tym podobne kwestie są właściwie kluczowe. Zajmuje się nimi głównie rząd z premierem na czele, a oni wszyscy wyłaniają się z parlamentu, który przemyślanie powinniśmy sobie wybrać. Najlepiej, gdyby się tam znalazła grupa ludzi, która nie tyle będzie nam odpowiadała ideologicznie, bo ideologią się nie najemy, co dobrze i rzetelnie zadba o nasze interesy, co najmniej tak jakby zadbała o własne. Zanim damy jakiemuś posłowi krzyżyk na drogę, lepiej więc zasięgnąć języka, co to w ogóle za jeden, czym się zajmuje i czy w ogóle wart jest naszego głosu i diety poselskiej. Przy okazji dobrze też, żeby miał podobne wartości i przekonania jak nasze, ale tak naprawdę linia partyjna jest tu trochę mniej istotna, byle się nasz reprezentant nie obijał w pracy. Do naszych znanych już z niezbyt długiej praktyki demokratycznej wyborów, doszły nowe. Teraz wybieramy też polskich reprezentantów do Parlamentu Europejskiego. Wydaje się, że to taka odległa, nieistotna spraw, ale niezupełnie tak to funkcjonuje. Europosłowie są naszym głosem w Unii Europejskiej, dobrze więc, żeby nie przynieśli wstydu. Ważne zatem, żeby odzywali się tam mądrze, rozumieli co się do nich mówi, przynajmniej po angielsku i umieli mądrze zadbać o nasze sprawy i całej Wspólnoty. Na miejscu nie zostaną zwartą grupą, ale połączą się z reprezentantami z innych krajów, najbliższymi sobie ideowo, więc dobrze by było, gdyby w związku z tym umieli też zawalczyć o swoje w obcej grupie. Czy wybiera się posła czy europosła, w zasadzie na to samo wychodzi, tak jeden jak i drugi, jest powołany do tego by zadbać o dobrze pojęty interes społeczny. Gdy zrozumiemy, że to także nasz interes, będziemy bardziej rozważnie oddawać głosy, a tym samym zaświadczać o zaufaniu do swoich przedstawicieli.
Wiecznie narzekanie
poniedziałek, Listopad 2, 2009 15:22
Stare porzekadło mówi, że „jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził”. Wybitnie pasuje ono do polityki i narodowej polskiej przywary czyli narzekania. Właściwie w tym kraju narzekanie jest w dobrym tonie, szczególnie na pogodę – tu wyprzedzają nas jedynie Anglicy – i politykę. Kto by nie zasiadł u sterów władzy, zawsze będzie pewna grupa niezadowolonych wyborców. Ci, mogą narzekać właściwie na wszystko, co dany polityk zrobił lub pokazał i to począwszy od krawata na ostatniej konferencji prasowej, a skończywszy na bardziej ważkich problemach, jak głosowanie nad kwestiami legalizacji aborcji. Ale pomyślmy nad prawem do tej frustrującej czynności, jaką jest narzekanie. Winni je mieć tylko ci, którzy sami sobie takiego przedstawiciela wybrali. Niestety nie ma ich zbyt wielu. Tymczasem narzekają też wszyscy inni, a najczęściej najgłośniej ci, którzy do urn w ogóle nie poszli. A jakim prawem? Jak sobie wybiorą, to sobie będą mogli narzekać, a dopóki się to nie zdarzy buzia na kłódkę i czekać do następnych wyborów. Okazji do wykazania się w ramach spełniania obywatelskiego obowiązku jest sporo. Zacznijmy od tej najważniejszej. Możemy sobie mianowicie wybrać własnego prezydenta. Ta czynność jest dość prosta. Karta do głosowania jest tylko jedna, sprawa jest zupełnie jasna. Trzeba postawić krzyżyk przy wybranym nazwisku. Dobrze jednak pamiętać, że prostota sprawy nijak nie odzwierciedla jej ważkości. Wszakże prezydent, to bardzo ważna osoba. Na swoim podwórku, to on by mógł być jeszcze taki trochę… mniej doskonały. Natomiast, to ma być człowiek, który będzie nas reprezentował poza granicami kraju. Dobrze zatem, żeby potrafił się odezwać w towarzystwie, najlepiej w kilku językach obcych. Korzystnie dla kraju byłoby również, gdyby mówił przy tym mądrze i raczej rzeczy przemyślane niż cokolwiek, co mu ślina na język przyniesie. Gdyby jeszcze przy tym jakoś w miarę przyzwoicie wyglądał albo chociaż miał żonę, która wie jak zrobić, żeby osiągnął prezencje niczym głowa państwa, to właściwie byłoby już wszystko.
Obywatelski obowiązek
wtorek, Październik 20, 2009 15:18
Od podstawówki, a niektórym i wcześniej, wpaja się nam, że na wybory należy chodzić, że to nasz obywatelski obowiązek. Wielkie to słowa i brzmiące bardzo godnie. Tylko co to jest tak właściwie? Niektórzy nauczyciele wiedzy o społeczeństwie twierdzą, że prawo równa się obowiązek i chyba coś w tym jest. Zatem obowiązek obywatelski z pewnością wynika z praktycznych aspektów demokracji i z naszych demokratycznych praw. Mamy więc prawo wybierać naszych przedstawicieli, ludzi, którzy będą nas godnie i należycie reprezentować, dbając o nasze interesy. Zwykle nie jest nam obojętne, kto o nas dba, z należyta refleksją i zainteresowaniem wybieramy bank, ubezpieczyciela czy lekarza pierwszego kontaktu. Jeśli w tych kwestiach potrafimy się upomnieć o swoje, to dlaczego nie zrobić podobnie w sprawie podatków, edukacji, ochrony zdrowia czy spraw zagranicznych. Te wszystkie obszary są bardzo ważne, dlatego dobrze jest jednak wypełnić ten obywatelski obowiązek, pójść na kolejne wybory i spróbować wpłynąć na to, kto się nimi zajmie. Stosunek społeczeństwa do polityki zwykle najlepiej widać przy okazji kolejnych wyborów. Frekwencja przeważnie oszałamiająca nie jest. Do wyborów chodzą na ogół ci sami ludzie. Młodzież natomiast nie zdążyła sobie wyrobić nawyku brania udziału w wyborach. Prawo do głosowania i rzeczywisty, demokratyczny wybór był już dla nich sytuacją zastaną. Oni nie widzieli list kandydatów z klucza partyjnego, nie doświadczyli represji, nie musieli walczyć o przywilej wolnych wyborów. Po raz kolejny sprawdza się, że coś, na co się pracuje, jest więcej warte i bardziej szanowane niż to, co się po prostu dostaje na tacy. Ale to nie wszystko. Młodych polityka nie interesuje. A dlaczego? Bo ona nic im nie oferuje, nie utożsamiają się z nią, nie traktują jak części życia społecznego. Nie czują w niej własnej mocy sprawczej. Uważają, że ich głos nic nie zmieni, więc szkoda w ogóle cokolwiek robić, lepiej spędzić wyborczą niedzielę za miastem czy z przyjaciółmi. Szkoda, że nie widzą pokoleniowego potencjału, który dobrze wykorzystany mógłby wiele zmienić.


