Obywatelski obowiązek
wtorek, Październik 20, 2009 15:18
Od podstawówki, a niektórym i wcześniej, wpaja się nam, że na wybory należy chodzić, że to nasz obywatelski obowiązek. Wielkie to słowa i brzmiące bardzo godnie. Tylko co to jest tak właściwie? Niektórzy nauczyciele wiedzy o społeczeństwie twierdzą, że prawo równa się obowiązek i chyba coś w tym jest. Zatem obowiązek obywatelski z pewnością wynika z praktycznych aspektów demokracji i z naszych demokratycznych praw. Mamy więc prawo wybierać naszych przedstawicieli, ludzi, którzy będą nas godnie i należycie reprezentować, dbając o nasze interesy. Zwykle nie jest nam obojętne, kto o nas dba, z należyta refleksją i zainteresowaniem wybieramy bank, ubezpieczyciela czy lekarza pierwszego kontaktu. Jeśli w tych kwestiach potrafimy się upomnieć o swoje, to dlaczego nie zrobić podobnie w sprawie podatków, edukacji, ochrony zdrowia czy spraw zagranicznych. Te wszystkie obszary są bardzo ważne, dlatego dobrze jest jednak wypełnić ten obywatelski obowiązek, pójść na kolejne wybory i spróbować wpłynąć na to, kto się nimi zajmie. Stosunek społeczeństwa do polityki zwykle najlepiej widać przy okazji kolejnych wyborów. Frekwencja przeważnie oszałamiająca nie jest. Do wyborów chodzą na ogół ci sami ludzie. Młodzież natomiast nie zdążyła sobie wyrobić nawyku brania udziału w wyborach. Prawo do głosowania i rzeczywisty, demokratyczny wybór był już dla nich sytuacją zastaną. Oni nie widzieli list kandydatów z klucza partyjnego, nie doświadczyli represji, nie musieli walczyć o przywilej wolnych wyborów. Po raz kolejny sprawdza się, że coś, na co się pracuje, jest więcej warte i bardziej szanowane niż to, co się po prostu dostaje na tacy. Ale to nie wszystko. Młodych polityka nie interesuje. A dlaczego? Bo ona nic im nie oferuje, nie utożsamiają się z nią, nie traktują jak części życia społecznego. Nie czują w niej własnej mocy sprawczej. Uważają, że ich głos nic nie zmieni, więc szkoda w ogóle cokolwiek robić, lepiej spędzić wyborczą niedzielę za miastem czy z przyjaciółmi. Szkoda, że nie widzą pokoleniowego potencjału, który dobrze wykorzystany mógłby wiele zmienić.


